piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 2 "Take away your things and go. You can't take back what you said"

14 luty 2015. W tym roku ten cholerny dzień to sobota. Całe szczęście, bo zrzygałabym się gdybym zobaczyła chociaż jedną obściskującą się w szkole parę. Yh... Weszłam do kuchni. Moja mama przygotowywała tosty. Ta.. Na pewno nie są dla mnie, bo jestem na wszystko uczulona. Jak zjem jajka, chleb czy nawet mleko na całym ciele mam mnóstwo czerwonych kropek.
-Co u ciebie skarbie? Dziś walentynki!-Uśmiechnęła się do mnie. Czy ona naprawdę, aż tak mnie nie zna? Tak cieszę się, że cały ten dzień spędzę sama.
- Tak jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. To mój ulubiony dzień w roku. Spędzę go z moim chłopakiem i...-Obie z moją mamą zaczęłyśmy się śmiać. Nie wiem czy z tego, że powiedziałam 'chłopakiem' czy dlatego, że muszę poćwiczyć mówienie z sarkazmem. Chociaż się nie rozumiemy to się kochamy. Trochę jej współczuję, bo mój tata co chwilę gdzieś wyjeżdża w sprawach służbowych i rzadko się widują... I akurat dziś musiał pojechać... Ale moja mama jak zawsze jest szczęśliwa, bo wie, że zobaczą się za 2 dni. Czasami zazdroszczę jej wiecznego uśmiechu. Ja nawet nie umiem udawać że się uśmiecham.
Zjadłyśmy śniadanie, a to oznacza, że trzeba pozmywać. Zawsze dzielimy się obowiązkami. Dziś, akurat to ja zmywam naczynia, a mama wsadza je do suszarki. Teoretycznie mamy zmywarkę, ale nie jest nawet podłączona do wody.
-Wiesz, że dziś koncert mają Bars&Melody? Może chciałabyś pójść na niego z Emmą? Z tego co wiem zostało jeszcze kilka biletów...
-Chyba nie mam ochoty.-Hah. Przypomniało mi się jak kiedyś kochałam się w Charliem Lenehanie. W tedy był po prostu zwykłym chłopakiem. Poprosił mnie o pomoc w jedynym przedmiocie, w którym sobie nie radził, a jedynym, w którym ja sobie radziłam. Potem byłam głupia, bo nie zagadałam i uznałam, że mnie wykorzystał. W sumie byłam też głupia, że myślałam, że będzie z tego coś więcej niż pomoc z fizyki. Ale nadal nie chcę go widzieć. Czemu? Nie wiem. Dziwnie by było zobaczyć dawnego "crusha". Znaczy on nie wiedział, że nim był. Prawdopodobnie nie wiedział też kim jestem po mojej pomocy w nauce.
-Jak nie to nie...

16:00
"Take away your things and go you can't take back what you said" Mój dzwonek. Tak czyli ktoś do mnie dzwoni. Emma moja najlepsza przyjaciółka. Przez chwilę się zastanawiam czy odebrać, bo uwzięła się, aby znaleźć mi chłopaka. Zaryzykowałam.
"Hejka! IDZIEMY NA KONCERT BAM! NIE MOŻESZ MI ODMÓWIĆ. ZA 5 MINUT BĘDĘ POD TWOIM DOMEM." Nie zdążyłam nic powiedzieć. Ehhh... Poszłam się przebrać w krótką czarną sukienkę, Zdążyłam krzyknąć do mamy i nagle mój dom został zaatakowany... Przez Emmę, która zaczęła szalenie pukać w drzwi od domu. Poszłam jej otworzyć, ale ZNÓW nie zdążyłam nic powiedzieć.
-Szybko! Do koncertu zostało 10 minut!
-Spokojnie. Ten budynek jest dosłownie za moim domem. Od rana słyszę wrzaski nawiedzonych fanek.

Do miejsca koncertu doszłyśmy dosłownie w trzy minuty. Wszystkie dziewczyny miały coś związanego z chłopakami. Koszulki, napisy na twarzy... Tak naprawdę tylko ja nie miałam, ani bluzki, ani niczego innego.

Ochroniarze zaczęli powoli wpuszczać dziewczyny. Niespecjalnie mi zależało, aby być pod samą sceną, ale mojej towarzyscy wręcz przeciwnie. Więc trzymają mnie za rękę pchała się do ochroniarzy. No i tak wylądowaliśmy pod samą sceną... Jeśli szukacie kogoś kto dobrze popycha łokciami wszystkich innych i ma doświadczenie w pchaniu się do ochroniarzy wpuszczających na koncert to znaleźliście Emme. Ona jest w tym mistrzem.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Tak wiem troszeczkę krótkie xD Ale jest milion razy lepsze niż pierwsza część :) Jutro będzie następna <3 KOMENTUJCIE :)

2 komentarze: