sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 3 "Bars and Melody"

Stoimy pod samą sceną. Wszystkie dziewczyny dookoła zaczynają piszczeć, a na scenę wychodzą chłopacy. Zaczęło się Hopeful. Zauważyła, że Charlie się na mnie gapi. Pewnie mnie poznał. W sumie to chodziłam z nim do szkoły, ale skąd mogłam wiedzieć, że mnie zapamiętał? Leo wyskoczył ze sceny prosto na mnie. Niby powinnam się cieszyć, ale nie jestem ich psychofanką, ani nawet fanką. Po chwili kiedy ochroniarz zabrał go z powrotem na scenę zaczęło robić mi się słabo. Myślałam, że zwymiotuję.
-Źle się czuję. Wyjdę z tego tłumu. Ty zostań.- Rzuciłam jej fałszywym uśmieszkiem, bo tak naprawdę chciałabym aby ze mną poszła, tylko nie chcę jej tego robić, bo wiem, że ich uwielbia.
Nic nie powiedziała. Nie wiem czy to dobry czy zły znak. Może myśli, że chcę się po prostu wymigać od koncertu? Ahhh... Poszłam do kawiarni obok. Napisałam Emmie sms'a, że spotkam się tu po koncercie. Zamówiłam latte i po prostu czekałam.


Zobaczyłam, że Emma zaczyna biec do kawiarni. Jednak biegła z kimś w szarej bluzie i w okularach przeciwsłonecznych. Kiedy przyjrzałam się bliżej zobaczyłam, że to Leo...
-Hej! NIE UWIERZYSZ Z KIM PRZYSZŁAM! Z Leondre!!!
-Aha... Hej.-Uśmiechnęłam się do chłopaka, który wcześniej prawie mnie zmiażdżył.
-Hejka.-Odwzajemnił mój uśmiech.-Jestem tylko na chwilę. Chciałem twój numer telefonu.-Podniosłam brwi.-To znaczy nie ja! Tylko Charlie. On nie mógł tu przyjść, bo załatwia coś ważnego. Mówił mi, że widział Cię na koncercie, a zna Cię ze szkoły i chciał po prostu twój numer. Wiesz tak na przyszłość.
-Nie wiem do czego byłby mu potrzebny mój numer.-Uśmiechnęłam się sarkastycznie.-A tym bardziej, że gadaliśmy może z 3 razy.
-Aha okej. Jak chcesz. Ja już lecę. Cześć Emma i..
-Ana.-Wtrąciłam się.
Emma poszła z nim, pod drzwi kawiarni. Powiedziała mu coś na ucho i się do niego przytuliła. Następnie wróciła do mnie.
-CZEMU BYŁAŚ TAK NIE MIŁA???
-Bo po cholere mu mój numer. A teraz mów dlaczego szłaś z Leo?
-Bo ten kto złapie koszulkę mógł iść na M&G za darmo. A ja ją złapałam i poszłam. A byłam pierwsza w kolejce i słyszałam jak Charlie mówi coś o tobie Leo i, że Cię widział. No i ja wtedy się wtrąciłam, że Cię znam i czekasz w Starbucksie, bo źle się czułaś. No i kazali mi czekać, aż skończy się spotkanie i Leo przyszedł tu ze mną po twój numer, bo rozładował mi się telefon. A Charlie musiał gdzieś iść...
-Aaa... To jest... Dziwne...

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 2 "Take away your things and go. You can't take back what you said"

14 luty 2015. W tym roku ten cholerny dzień to sobota. Całe szczęście, bo zrzygałabym się gdybym zobaczyła chociaż jedną obściskującą się w szkole parę. Yh... Weszłam do kuchni. Moja mama przygotowywała tosty. Ta.. Na pewno nie są dla mnie, bo jestem na wszystko uczulona. Jak zjem jajka, chleb czy nawet mleko na całym ciele mam mnóstwo czerwonych kropek.
-Co u ciebie skarbie? Dziś walentynki!-Uśmiechnęła się do mnie. Czy ona naprawdę, aż tak mnie nie zna? Tak cieszę się, że cały ten dzień spędzę sama.
- Tak jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. To mój ulubiony dzień w roku. Spędzę go z moim chłopakiem i...-Obie z moją mamą zaczęłyśmy się śmiać. Nie wiem czy z tego, że powiedziałam 'chłopakiem' czy dlatego, że muszę poćwiczyć mówienie z sarkazmem. Chociaż się nie rozumiemy to się kochamy. Trochę jej współczuję, bo mój tata co chwilę gdzieś wyjeżdża w sprawach służbowych i rzadko się widują... I akurat dziś musiał pojechać... Ale moja mama jak zawsze jest szczęśliwa, bo wie, że zobaczą się za 2 dni. Czasami zazdroszczę jej wiecznego uśmiechu. Ja nawet nie umiem udawać że się uśmiecham.
Zjadłyśmy śniadanie, a to oznacza, że trzeba pozmywać. Zawsze dzielimy się obowiązkami. Dziś, akurat to ja zmywam naczynia, a mama wsadza je do suszarki. Teoretycznie mamy zmywarkę, ale nie jest nawet podłączona do wody.
-Wiesz, że dziś koncert mają Bars&Melody? Może chciałabyś pójść na niego z Emmą? Z tego co wiem zostało jeszcze kilka biletów...
-Chyba nie mam ochoty.-Hah. Przypomniało mi się jak kiedyś kochałam się w Charliem Lenehanie. W tedy był po prostu zwykłym chłopakiem. Poprosił mnie o pomoc w jedynym przedmiocie, w którym sobie nie radził, a jedynym, w którym ja sobie radziłam. Potem byłam głupia, bo nie zagadałam i uznałam, że mnie wykorzystał. W sumie byłam też głupia, że myślałam, że będzie z tego coś więcej niż pomoc z fizyki. Ale nadal nie chcę go widzieć. Czemu? Nie wiem. Dziwnie by było zobaczyć dawnego "crusha". Znaczy on nie wiedział, że nim był. Prawdopodobnie nie wiedział też kim jestem po mojej pomocy w nauce.
-Jak nie to nie...

16:00
"Take away your things and go you can't take back what you said" Mój dzwonek. Tak czyli ktoś do mnie dzwoni. Emma moja najlepsza przyjaciółka. Przez chwilę się zastanawiam czy odebrać, bo uwzięła się, aby znaleźć mi chłopaka. Zaryzykowałam.
"Hejka! IDZIEMY NA KONCERT BAM! NIE MOŻESZ MI ODMÓWIĆ. ZA 5 MINUT BĘDĘ POD TWOIM DOMEM." Nie zdążyłam nic powiedzieć. Ehhh... Poszłam się przebrać w krótką czarną sukienkę, Zdążyłam krzyknąć do mamy i nagle mój dom został zaatakowany... Przez Emmę, która zaczęła szalenie pukać w drzwi od domu. Poszłam jej otworzyć, ale ZNÓW nie zdążyłam nic powiedzieć.
-Szybko! Do koncertu zostało 10 minut!
-Spokojnie. Ten budynek jest dosłownie za moim domem. Od rana słyszę wrzaski nawiedzonych fanek.

Do miejsca koncertu doszłyśmy dosłownie w trzy minuty. Wszystkie dziewczyny miały coś związanego z chłopakami. Koszulki, napisy na twarzy... Tak naprawdę tylko ja nie miałam, ani bluzki, ani niczego innego.

Ochroniarze zaczęli powoli wpuszczać dziewczyny. Niespecjalnie mi zależało, aby być pod samą sceną, ale mojej towarzyscy wręcz przeciwnie. Więc trzymają mnie za rękę pchała się do ochroniarzy. No i tak wylądowaliśmy pod samą sceną... Jeśli szukacie kogoś kto dobrze popycha łokciami wszystkich innych i ma doświadczenie w pchaniu się do ochroniarzy wpuszczających na koncert to znaleźliście Emme. Ona jest w tym mistrzem.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Tak wiem troszeczkę krótkie xD Ale jest milion razy lepsze niż pierwsza część :) Jutro będzie następna <3 KOMENTUJCIE :)

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 1 "People come and go but memories never fade"

14 luty 2014. Walentynki. Cholera. Jestem spóźniona. Szybko pobiegłam do łazienki i  przebrałam się w pierwsze lepsze nawet nie pasujące do siebie ciuchy następnie wyszłam z domu i pobiegłam do szkoły.
Budynek, w którym się uczę jest ogromny. Jestem tu już prawie 4 lata, a nie byłam nawet w połowie z 500 sal w tej szkole. Nie jest ciężko być tu "niewidzialnym". Takich "niewidzialnych" osób jest  mnóstwo. Na przykład ja taka jestem. Ale zastanawiając się to trudno zostać kimś popularnym w szkole, która liczy 1000 uczniów. Jednak popularne osoby dzielą się na ładne zołzy, tępych sportowców i osoby, które prowadzą kanał na youtube. SERIO.
Weszłam do klasy od biologii dosłownie minute przed dzwonkiem kończącym lekcje.
-Dlaczego się spóźniłaś?-Zapytała Pani Price nawet na mnie nie patrząc.
-Yhhh... Yyy... Ja zaspałam. Nie zadzwonił dzwonek i dlatego też nie zdążyłam na autobus i musiałam...-Nagle zadzwonił dzwonek i uczniowie wychodzący z klasy prawie mnie stratowali. NIE TYLKO UCZNIOWIE. Pani Price też mnie zdeptała pchając się do drzwi.
Zostałam sama w klasie... A przynajmniej tak myślałam. Kiedy kierowałam się w kierunku drzwi, drogę zatarasował mi Charlie. Tak... Charlie... Jest zwykłym chłopakiem, ale ja mam do niego słabość. Mieszka naprzeciwko mnie. Jego blond włosy... Yyy... Nie ważne... Ma niesamowity głos. Miał własną kapele, ale się rozpadła. Szkoda, bo próby, które mieli w garażu było słychać, aż w moim pokoju. Nie przyjaźnimy się, ale się znamy. Mamy razem lekcje biologii, matematyki  fizyki. Z matmy mam ledwo 2, ale i tak ją lubię. Ciekawe dlaczego...
-Hej Ana! Mam pytanie...
-Tak?
-Wiem, że jesteś dobra z fizyki... Mogłabyś mi pomóc?-Nieśmiało się uśmiechnął.
-Tak jasne.
-To może u mnie dziś wieczorem?
-Okej. Będę o osiemnastej.-Odpowiedziałam i nieśmiało się uśmiechnęłam. Następnie razem poszliśmy na przerwę
Czekaj, czekaj... Przecież Charlie z fizyki ma piątkę. Czy to znaczy, że mnie okłamał? Podobam mu się? Czy to był tylko pretekst? Nie czekaj to nie możliwe. Zapomniałam, że ostatnio dostał z pracy klasowej jedynkę, a jego mama jest wymagająca... No tak takie rzeczy dzieją się  tylko w snach. A przynajmniej takie rzeczy przydarzają się MI tylko w snach.

6 P.M.
-Hejka!-Powiedziałam wchodząc do domu Charliego.
-Cześć. Chodź do mnie do pokoju tam mam wszystkie rzeczy potrzebne do nauki.-Uśmiechnął się.
Przez półgodziny tłumaczyłam mu różne niezbyt ciekawe rzeczy. Dobrze mu szło więc wiedziałam, że nie będzie potrzebował już mojej pomocy w nauce. Co było dobrą i złą wiadomością. Dobrą, bo nie będzie dostawał złych ocen dzięki MOJEJ pomocy, a złą, bo już nigdy tu nie przyjdę i pewnie nigdy z nim nawet nie pogadam,



                                                    4 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Hah. Moje słowa się sprawdziły Charlie dostał z poprawy tamtej klasówki 6 dzięki MNIE, ale sprawdziło się też to, że ani razu nie rozmawiałam z nim od tam tego spotkania. Mówiliśmy sobie hej, nic więcej. Charlie poznał w internecie chłopaka. Nazywa się Leondre. Postanowili pójść do Mam talent. Simon Cowell wcisnął złoty guzik czyli chłopcy od razu przeszli do finału. Zajęli trzecie miejsce. Są teraz sławni i mają już sporo fanów. Mam nadzieję, że Leondre nie jest taki jak Charlie i nie wykorzystuje dziewczyn, które są dobre z fizyki, aby dostać dobrą ocenę, potem gdy ta dziewczyna w końcu odważy się zagadać oleje cię, a potem nawet nie będzie pamiętam twojego imienia. Muszę zapamiętać, aby, nie zakochiwać się w chłopakach, których tak naprawdę nie znam.








ZDJĘCIE MAM Z TEJ STRONY <3



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jest to pierwszy rozdział mojego PIERWSZEGO ff, który publikuje <3 Oceniajcie :) Każdą ocena pozytywną czy negatywną wezmę do serca xD PS Wiem, że opowiadanie nie jest jakieś fantastyczne i, że nie ma nic na razie o Leo, ale spokojnie będzie o nim dużo xD